W kosmicznym kręgu kręgów na Ziemi – część III

W kosmicznym kręgu kręgów na Ziemi – część III

Recenzja książki Trela Damian, Gniazda UFO. Mistyka, nauka i symbolizm kręgów zbożowych, Wydawnictwo Czas Tajemnic 2018

Wykręcić numer, czyli kto, co, jak i po co kręci się po polach

Każda epoka, nie tylko spekulatywna – ufologiczna – wyjaśnia zjawiska we właściwy sobie sposób. Wynikający z stanu wiedzy, przekonań i granic wyobraźni, często rysowanych przez dwa poprzednie. W starożytnej Grecji fenomen meteorytów tłumaczono potężnymi wichrami zdolnymi unieść głazy z odległych krain i rzucić je na tereny zamieszkane przez oniemiałych ze zdumienia świadków. Pojawienie się enigmatycznych kręgów i znaków na polach (nie tylko przez nas obsianych) starano się również wyjaśniać podobną metodą intelektualną – wyszukując nieznane ekstrema znanych nam zjawisk. Tak jak starożytni Grecy, my w XX wieku znamy również różne atmosferyczne wiry, zatem szukamy ich ekstremalnych przypadków na wyjaśnienie kręgowej zagadki. Mnogość i skomplikowanie symboli zbożowych wykluczyło jednak tę „teorię pogodową” wśród entuzjastów tematyki, choć wciąż dycha ona w popularnym przedstawieniu zagadki zbożowej.

Postawiło to teoretyków krążenia po polach przed wyborem zero-jedynkowym: albo-albo. Za formacje zbożowe zatem odpowiedzialni mogli być ich ludzcy twórcy – kręgorcy lub coś tajemniczego z bogatej szkatuły pełnej zagadek takich jak: „kosmici, moce przyrody, energie” etc. Próba oceny pierwszego ze źródeł fantastycznych znaków determinowała kolejne pytanie: „jak”. Nieco spychała w tło trzecie z pytań: „po co”, a w konkluzji mogło się okazać, że dla kręgów wydeskowanych i anomalnych odpowiedź nie może być zaskakująco podobna.

Kręgi z kamieni, kręgi w zbożu. Dzielą je tysiące lat. A co łączy?


Między plazmą a deską

Kręgi i formacje wykonane przez ludzi różnią się fizycznie od tych powstałych w sposób niewiadomy, o czym świadczy ich analiza materialna. Niektóre dowody widać gołym okiem, inne przy pomocy specjalistycznej aparatury. Do pierwszych zalicza się np. brak śladów ludzkiej obecności. Nawet najostrożniejsi artyści zbożowi nie przelewitują nad swoim dziełem, a po dobrze wykonanej robocie nie ulotnią się dosłownie. Łodygi połamią, pokruszą i narobią innego zamieszania, nawet w obrazach, od których z zachwytu serce staje. To nieuniknione.

Nieantropogeniczne znaki zbożowe zadziwiają czystością warsztatu, żadnych śmieci. W kręgach nieludzkich łodygi są zgięte tuż przy gruncie, niezłamane. Rosną wbrew zdrowemu rozsądkowi, mając się najwyraźniej znakomicie. Wykazują też anomalie morfologiczne i w „zachowaniu”, np. w kiełkowaniu. Dzieła sztuki nieludzkie cechuje też wręcz nie do wyobrażenia dokładność w wykonaniu obrysu rysunku. Bywały przypadki, gdzie w złożonych strukturach krąg od kręgu dzieliła dosłownie ścianka grubości jednej łodygi. Mistrzostwo w wykładaniu spirali wewnątrz kręgów i maestria ich plecenia też przerasta nawet najbardziej wysublimowane deski. Podsumowując, pod względem fizycznym da się bezdyskusyjnie i nawet łatwo rozróżnić antropogenetyczne struktury od wykonanych przez nieznanych sprawców, ale to tylko jeden aspekt. Z drugim jest już gorzej.


Energetyczno-duchowe zakręty

Trela podaje podziwu godną listę wyznaczników kręgów nieznanego pochodzenia badanych przy pomocy eksperymentów i analiz, nazwijmy to, wykraczających poza przyjęte ramy dzisiejszej nauki. Jest to interesujące spektrum, które niezależnie od przekonania czytelniczki i czytelnika co do miarodajności dziedzin czy sztuk, które zostały przy nich zastosowane, przekonują, że w kręgach nieludzkich faktycznie „coś się dzieje”. Coś, co wpływa na rosnące tam rośliny, grunt i być może samą przestrzeń w kręgu. Jest to wielokrotnie potwierdzane przez – przekonującą w swych wynikach, jeśli nie w teoretycznych podwalinach – radiestezję. Tak samo eksperymenty przeprowadzane od zarania kręgów po współczesne czasy z kiełkowaniem roślin Autor ocenia jako kontrowersyjne, lecz godne uwagi. Jest to jednak tylko wstęp na ścieżkę energetyczną coraz wyższej kontrowersyjności.

Długi rozdział poświęca Trela wszelkiego rodzaju oddziaływaniom kręgów i formacji zbożowych na psychofizyczny stan żywych istot, wchodzących w ich obręb lub się do nich zbliżających. Te zagadkowe znaki wywołują cały szereg reakcji. Do popularnych należą: migreny, mrowienie, uczucie dezorientacji, duszności, omdlenia, zmienione stany świadomości, zaburzenia percepcji i – last but not least – wizje. A zatem cały przegląd symptomów nieobcych też doznaniom o charakterze mistycznym czy religijnym. Nie tylko szkodzą, ale i pomagają. Wieloletnią tradycję ma swoista kręgoterapia, mająca na swoim koncie liczne sukcesy pod postacią uzdrowień. Te przypadki z punktu widzenia naszej wypracowanej nauki są dalekie od możliwości oceny, niewątpliwie jednak występują. Moc związana z kręgami wpływa nie tylko na ludzi, ale i na stan i zachowanie zwierząt. Całość tego bogatego zagadnienia swoistej emanacji kręgów wiedzie Autora do powiązania ich z elektromagnetyzmem. Stąd już tylko rzut latającym spodkiem od egzotycznych koncepcji i podejrzanych maszyn z czasów pionierów wynalazczości.

Koło czasu

Niedaleko także od pogańskich rytuałów i ich tajemnej geometrii. Jak wiele osób zainteresowanych starodawnymi wierzeniami, Trela wskazuje na ich głęboki związek z Ziemią i pewnymi szczególnymi miejscami na niej. Miejscami obdarzonymi szczególną intensywnością energii – siły, którą dziś tak nazywamy, a która była spiritus movens ich wiary. Trudno nie zauważyć, że prehistoryczne miejsca kultu – tak na Wyspach, jak i na Kontynencie – są często związane z kształtem i formą kręgów. Autor szeroko opisuje liczne koncepcje wskazujące na ich wzajemną zależność geograficzną, mającą się przejawiać w umiejscawianiu pradawnych epicentrów energetycznych względem mistycznej geometrii – wzdłuż linii mocy lub w skomplikowanym układzie o symbolicznym znaczeniu.

Sieć Wilka brzmi tajemniczo i nieco zadziorn, kojarzy się z sekretną wiedzą jak Era Wodnika. Nazwa pochodzi jednak od jej "odkrywcy" nazwiskiem Wilk. Szczęśliwym trafem bardzo pasującego.

 

Tu nie pomija Trela bizarnych pomysłów naszych nieszczęsnych rodaków: słynnych wśród entuzjastów UFO-mistycyzmu Jana Pająka i Miłosława Wilka. Ich zawiłe rozważania splotły energie napędzające latające spodki (tzw. magnetokrafty) z mocą Ziemi płynącą w siatce linii układającej się w niemniej skomplikowaną jak ich myśl sieć: nazwaną od swego odkrywcy-twórcy (a jakże) siecią Wilka.

Nie ulega wątpliwości, że omawiane zbożowe formacje mają potencjał energetyczny. Trudno orzec, na ile jest on wynikiem korelacji z postulowaną, znaną pogańskim mieszkańcom Europy siecią przekaźnikową. A może – spekulując – ich wykwit w pobliżu miejsc kumulacji ludzkich wierzeń jest ich reakcją na wiarę w moc, nie zaś nią samą? Zwłaszcza, że „efekty energetyczne” obserwowane na organizmach żywych wywołują oba ich rodzaje – nieantropogenetyczne i ludzkie.

(W) kulki lecą

Jednym z szeregu zjawisk, które upodobały sobie bliskość kręgów i są wręcz dla nich „dyżurne”, jest obecność, przeloty lub innego rodzaju manifestacje kul światła (określanych angielskim orbs). Trela podaje niekrótką listę obserwacji ich irytującego zachowania (niektóre uwiecznione ludzką aparaturą), pojawiania się znikąd i znikania bez śladu, tudzież licznych brewerii wyczynianych nad kręgami oraz w ich okolicy. Aż chciałoby się przyznać, że te dwa fenomeny są siostrzane – gdzie kręgi, tam kule, lecz gdzie kule, niekoniecznie kręgi, bowiem śmigają one i w sytuacjach zupełnie niezbożowych. Stąd rodzi się pytanie, jaka zależność łączy kulę z kręgiem i czy jest ona przyczynowo-skutkowa? Za fejkowym filmikiem rozważano autorstwo owych nieuchwytnych świetlików dzieł polnych, ale – na nieszczęście dla teoretyków – nieznośne pojawiają się też nad wydeskowanymi pracami rąk ludzkich. Czy zatem badają kręgi, „kręci je” albo wywołuje energia kręgowa lub przez nie kumulowana? By jeszcze zakręcić niemałym orbsowym zamieszaniem, warto dodać, że wydają się one w jakiś sposób żywe lub nawet inteligentne, co wiedzie do większych obiektów, które też nie stronią od artystycznych upraw.

 

Nie da się ukryć, że kręgi zyskały popularność dzięki ich medialnemu połączeniu z UFO i po dziś dzień ta UFO-łatka rzadko się od nich odkleja. Może tylko wśród badaczy i ich entuzjastów mocno przesiąkniętych metafizycznymi koncepcjami. Niemniej zaczęło się od „gniazd UFO” i nawet dziś kompendium Trelowe ma taki – mylący chyba – tytuł. Zatem trzeba zadać pytanie, czy faktycznie sztuka zbożowa jest na dobre i na złe związana z „pojazdami z kosmosu”? Odpowiedź wydaje się negatywna. Mimo że słynne są przypadki lądowań w nich lub jakiegoś rodzaju generowanie ich przez „wehikuły kosmitów”, to są one rzadkie i szukanie szarej nogi poza-Ziemianina wśród kłosów, jak w słynnym filmie Znaki, nie wydaje się perspektywiczne. Jeśli zatem nie kosmici, nie wiry i chyba nie kule światła zatem co? Poszukując odpowiedzi (a raczej ich całego przeglądu) i wkraczając w finalną część klarownej dotąd pozycji, zauważamy, że dzieje się z nią coś niedobrego.

Harmonia w naturze, chaos w głowach

Przyjemność obcowania z Gniazdami UFO jak dotąd wynikała nie tylko z ogromu wiedzy w niej zamieszczonej, lecz także z przyjętego sposobu jej prezentacji – treściwych, spójnych rozdziałów o długości „w sam raz”. Niestety po mniej więcej ¾ objętości pozycji konsekwentnie budowana forma rozsypuje się bez cienia powodu. Utrudnia to zapoznawanie się z wiedzą i myślą Autora, wzbudzając podejrzenia o interwencję redakcyjną jakiejś pokrewnej chochlikom siły. Jak bowiem wyjaśnić nagłe pojawianie się 4-stronicowych mini-rozdzialików – czasem kontynuujących dotychczasowy wątek, a czasem wprowadzający nowy w postaci streszczenia? Skąd, u licha, mikro-rozdział długości 2 stron? Na te pytania odpowiedzi brak. Być może korespondują one jakoś z zagubieniem kierunku prezentacji kręgowych koncepcji, skutkując niemniejszym zagubieniem czytelnika i czytelniczki.

Autor tymczasem, dotąd obiektywny i zdystansowany od tematu, raźno rusza w pole mistyczno-ezoterycznych koncepcji buszować wśród dobrze mu znanych łanów dziwacznych, quasi-naukowych prób opisania czasoprzestrzeni i energii w niej występujących, dziś odsuniętych na margines wiedzy. Pozwala sobie też na ocenę poznawczej metodologii niezbędnej do skutecznego zgłębienia zagadki kręgów zbożowych:

Dziś świat nauki odkrywa te same tajemnice, które tysiące lat temu zostały spisane językiem ezoteryki, i próbuje je uporządkować w oparciu o współczesną wiedzę. Nie jest to łatwe zadanie ze względu na potrzebę silnych przewartościowań, do których nauka jeszcze nie do końca dojrzała.

Czy alternatywne do dzisiejszych naukowych paradygmatów podejście do zbożowej tajemnicy przynosi bardziej miarodajne rezulaty od "czujników UFO". Trudno stwierdzić.

Jest to opinia zrozumiała i popularna nie tylko wśród badaczy znaków na polach, ale i – jeśli wolno tak to nazwać – doświadczanych tym zjawiskiem, do których Autor przecież należy jako terenowy ich poszukiwacz. Dla wielu osób, które doświadczyły kręgów, ich mistyczne odczucie i przeżycie jest kluczem do zbożowych wrót nieznanego. Cokolwiek rzutuje swoje wizje na nasze pola jest oblatane w symbolice ludzkiej duchowości od wierzeń pogańskich, po dzisiejsze religie. Przyczyna tego może być odwrotna od naszej optyki skutku – to archetypiczne symbole i wyobrażenia z pól istniały w naszej podświadomości i systemie skojarzeniowym nim przypisaliśmy je znaczeniom. Dlaczego? Z odmętów przeszłości zbożowe psikusy zdają się sięgać ku najbardziej nowoczesnej teraźniejszości – rysując swobodnie graficzne odwzorowania naszych osiągnięć matematycznych i innych nauk, mogą wskazywać nam przyszłość.

Mnogość interpretacyjna polnych arcydzieł pobudziła ciekawość w ich entuzjastach i zawiodła ich na różne duchowe ścieżki. Odnajdywali w tajemniczych symbolach równoznaczność świętej geometrii, tajnej wiedzy kodującej nieuchwytne dla nas prawdy i stanowiły ucieleśnienie mariażu mocy z jej formą. Odpowiedzi na szumiące w łanach pytania szuka się w dalekowschodnich filozofiach, koncepcjach starożytnych Greków, ezoteryce i tak bliskim Autorowi mistycyzmie.

Zakręcone hipotezy

 

W kręgach nie chodziło raczej o próby rozmowy z kosmosem w stylu Ellie Arroway z powieści/filmu Contact, lecz – jak w wielu około-uficznych tematach – o pogoń za duchowością, która nie dość, że padała na podatny grunt (nieodległy pogańskim miejscom kultu i mocy), to jeszcze lądowała pod chętnym przestworem upstrzonym spodkami nowych kosmicznych panteonów. Mogą to potwierdzać wyznania kręgorców, którzy – oczywiście nie odżegnując się od podstawowej motywacji, jaką było wywinięcie pranków – wielokrotnie przyznawali, że kręgowa robota dawała im poczucie uczestnictwa w czymś większym, co chyba można by z pewną dozą przesady uznać za udział w rytuale. Charakterystycznym dla swoich czasów, nieco przaśnym, ale zagospodarowującym potrzebę zaangażowania się w sekretną aktywność czynioną pod osłoną nocy, której cele nijak się mają do praktycznej do bólu aktywności wypełniającej nasze dni. Zdaniem Treli kręgo-entuzjaści mogą uczestniczyć w swego rodzaju systemie wierzeń kładącym nacisk na empatię, wrażliwość i sprawy przyrody. Co wydaje się być chwalebne, zwłaszcza w momencie większego niż kiedykolwiek wsiąknięcia zachodnich społeczeństw w sztuczny świat cyfrowy.

 

Co jednak z kręgami, których nie stworzyły ręce i umysły fascynatów? Trela poświęca sporo miejsca koncepcji oddziaływania eloktromagnetycznego i wibracji dźwiękowych o szczególnym wpływie na organizmy. Takie zjawiska mogłyby tłumaczyć panopticum anomalii obserwowanych w kręgach i w ich pobliżach. W tym nierzadkie tajemnicze dźwięki, wpływ na samopoczucie, a przez wpływ na świadomość także różnego rodzaju obserwacje. Czy ta pomysłowa hipoteza jest w stanie zmierzyć się z frustrującą natychmiastowością powstawania nawet kosmicznie wręcz złożonych formacji na polach? Trudno orzec. Nie jest ona jednak jedyną, na którą Trela zwraca szczególną uwagę.

Do finalnych przemyśleń wiodą Damiana Trelę rozważania na temat zjawisk nieco kręgom bliskim. Pierwszym są wieloletnie badania słynnych świetlnych kul z norweskiej doliny Hessdalen o podobnym kręgowemu charakterze i zachowaniu. Przypomina też gonitwę Trevora Jamesa Constable’a za zdjęciami niewidzialnych gołym okiem form życia z naszej atmosfery, życia opartego na plazmie. Do uwieczniania owych (czasem monstrualnych rozmiarów) critters ich niestrudzony tropiciel używał nie tylko wysublimowanych technik fotograficznych, lecz i pracy ze swoją duchowością i oparcia w teoriach dotyczących egzotycznych energii z pierwszej połowy XX wieku, w tym nad tajemniczym „orgonem”. Po raz kolejny Autor punktuje wyrzucenie na śmietnik przez współczesną naukę dawnych koncepcji, a nawet urządzeń pozwalających nam, być może, zaglądnąć w bujny świat tuż poza naszą percepcją. W którym czają się przecież nieludzcy crop-makerzy i kolorowy korowód istot i zdarzeń rodem z dawnych podań i dzisiejszych ośmieszanych doniesień.

Jest to pokusa, której niekiedy się ulega. Podejrzenie, że poprzednie pokolenia były bliższe nieuchwytnych dla nas odpowiedzi i ich kurzące się traktaty i wykresy kryją w sobie klucze do zgubionych przez naukę drzwi. Efekty różnych nieweryfikowalnych dokonań intelektualnych nieraz już jednak prowadziły na manowce. Kręgi zaś, nieczułe wobec naszych dociekań, fascynują i zmieniają kierunki światopoglądów tak w czasach pionierów badań nad elektromagnetyzmem, jak i w czasach raczkowania w wymiarach kwantowych dziwów.

Gniazda wyobraźni

Jakie jest przeznaczenie obrazów zbożowych? Kto i jak je powoduje? Na te pytania nie ma odpowiedzi. Jak w przypadku wszystkich tematów z tajemniczego, poszerzonego kosmosu, to nasza interpretacja nadaje im sens. Dwie cechy wyróżniają jednak nieszczęsne „gniazda” od fantasmagorycznego kalejdoskopu: można empirycznie potwierdzić ich istnienie i mają zupełnie unikalną konotację: jednoznacznie pozytywną.


Żadne inne zjawisko wyczarowywane przez „tajemniczy wymiar” nie pobudza tak uniwersalnie dobroczynnych emocji i refleksji. Nawet świętoszkowaci „kosmiczni mistrzowie”, nauczający harmonii i empatii, są „diabłem podszyci” niepewnością maskarady. Kręgi zaś, cóż, są, wzbudzają zachwyt, zdziwienie, skojarzenia. Ich symboliczne kształty wiodą wystawionych na ich widok homo sapiens w doznania podobne przeżyciom mistycznym, religijnym lub obcowaniem ze sztuką w galeriach. Nie spotyka się wśród nich mrocznych godeł podziałów, upodlenia czy chaosu. To rzadkie katharsis napędza natchnienie, które być może jest kluczem do znaczenia fenomenu kręgów.

Być może w ich przypadku nie najważniejsze jest, kto robi kręgi, ale to, co kręgi robią z nas.

Kategorie wpisów

Spis treści

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top
Przewiń do góry