Książka wysokiej dziwności – część II

Anglojęzyczne NOLe nad Ojczyzną. Książka wysokiej dziwności – część II

Recenzja książki Cielebiaś Piotr, UFOs over Poland. The Land of High Strangeness, Flying Disc Press 2015

Cześć II: Od końca PRL-u po koniec UFO (i znacznie dalej)

Czasy po transformacji ustrojowej nie cieszą się u Autora zbliżoną do spodkowego-PRL-u estymą. Dostaje się nie tylko „bardziej krytycznym, sceptycznym i ograniczonym umysłowo” dziennikarzom obecnej epoki, ale i oderwanym od codzienności obywateli niedookreślonym elitom. Upadek tych ostatnich Cielebiaś przewiduje w toku buntu narodowego rozmiarów dawnej „Solidarności”.

ŻYCIE PO ŻYCIU – POLSKIE UFO PO KOŃCU UFO

Przypadki z nielubianego okresu relacjonowane są jednak rzetelnie – często streszczając porządne i dogłębne badania. Jak incydent z Będziny-Nockowej wykryty już za III RP przez niezmordowanego Arkadiusza Miazgę, mimo że zdarzył się w finalnych latach wymuszonej ludowości. To wyjątkowe spotkanie w wiejskiej scenerii z 1988 roku zawiera nie tylko obserwacje świetlistych obiektów, ale i istot o innym – zależnie od świadka – wyglądzie, wystających w świetlistym, zawieszonym w powietrzu prostokącie, kojarzącym się z ekranem lub portalem do innego skrawka poszerzonego kosmosu.

„Nieortodoksyjne” podejście do UFO-fenomenu w XXI wieku zaprezentował polski ufolog Arkadiusz Miazga, podkreślając, że spotkania z „kosmitami” i zjawiskami znanymi z folkloru są lustrzane

Nie omija też nasz Autor kłopotliwej sekwencji obserwacji świateł i bardziej egzotycznych doświadczeń z Góry Świętej Anny z 1997 roku i wynikłego z nich zamieszania wokół załamania nerwowego jednego z ich uczestników, nie gorzej niż za PRL-u relacjonowanej w mediach. Ignoruje za to zupełnie wpływ na ich odbiór mediów związanych z nazbyt popularnym i niezbyt rzetelnym wydawnictwem Faktor X, który ostatecznie ugruntował status relacji ufologicznych jako taniej sensacji.

Jeżeli jest coś wyjątkowego w polskiej historii UFO, wyróżniającego ją na tle wszystkich innych badań omawianego spektrum zjawisk, to jest to niewątpliwie żenujące ogłoszenie przez najbardziej autorytatywnych ówcześnie badaczy słynnego końca UFO w 2005 roku. Nie jest to pomyłka, ówczesna wierchuszka polskiej ufologii obwieściła: nie koniec badań, lecz koniec fenomenu. Autor miłosiernie tylko wspomina o tym kuriozalnym epizodzie, przechodząc do relacji o tym, co UFO nad Polską wyczyniało, mimo że już się oficjalnie skończyło.

Kultowy (zasłużenie) Kwartalnik Ufologiczny „UFO” wkroczył przebojem na rynek potransformacyjny i przetrzymał liczne fale podwyżek VAT-ów i podobnych nieszczęść, by wreszcie obwieścić, że zjawisko UFO się skończyło. Skończył się jednak tylko Kwartalnik.

 

Ważne są krótkie relacje z dwóch fal obserwacji obiektów pokrewnych chyba w wyglądzie i w zachowaniu – określanych jako trójkąty i bumerangi (2008 i 2013 rok), często podejrzewanych o bycie tajnymi maszynami NATO. Kamyczka do ogródka tych podejrzeń dorzuca, zdaniem Cielebiasia, ich obecność w okolicach granicy polsko-ukraińskiej w przededniu zawieruchy rosyjskiej (przy okazji punktuje aferę z tajnymi więzieniami CIA w Polsce, rzekomo w naszej debacie publicznej wciąż gorącą).

Opis obserwacji z 2010 roku typowych latających spodków – niezrażonych odtrąbieniem ich końca pięć lat wcześniej – również jest ważny z kronikarskiego punktu widzenia. Ponieważ strony internetowe, na których je pierwotnie opublikowano, chyba już dziś nie cieszą się znaczącym zainteresowaniem. Podobnie w przypadku kontrowersyjnego doświadczenia pary policjantów śledzonych przez spodek w 2013 roku w okolicach Opola.

Nie omija też nasz Autor kłopotliwej sekwencji obserwacji świateł i bardziej egzotycznych doświadczeń z Góry Świętej Anny z 1997 roku i wynikłego z nich zamieszania wokół załamania nerwowego jednego z ich uczestników, nie gorzej niż za PRL-u relacjonowanej w mediach. Ignoruje za to zupełnie wpływ na ich odbiór mediów związanych z nazbyt popularnym i niezbyt rzetelnym wydawnictwem Faktor X, który ostatecznie ugruntował status relacji ufologicznych jako taniej sensacji.

Pochwalić Autora wypada też za obiektywne odniesienie się do węgorzewskiej sensacji z 1997 roku, która poderwała na nogi ówczesnych tuzów ufologii polskiej, kusząc wizją jeszcze dymiącego wraku UFO, niemal na ich oczach zwijanego pod plandekę przez polskich wojaków. Niemniej cieszy solidne przedstawienie tajemniczego incydentu jerzmanowickiego z 14 stycznia 1993 roku, kiedy to podkrakowska wieś doświadczyła upadku latającego obiektu i eksplozji o dziwnych skutkach, po dziś dzień wzbudzających kontrowersje, a w ówczesnej atmosferze kojarzona z UFO i legendami crash/ritrievals.

Warto zresztą zwrócić uwagę na frapującą ślamazarność, z jaką do jerzmanowickiej zagadki podeszli polscy (w tym krakowscy) ufolodzy, a która sugerowała, że wrażenia schyłkowości i deterioracji czasów Wolnej Polski względem Ludowej nie były wynikiem li tylko ogólnych uwarunkowań, ale i „zasługą” samych malkontentów.

Co uderzyło w podkrakowską skałę? Tego nikt nie wie. Copyright by Tomek Witecki

Wędrówkę w czasie po polskiej krainie dziwów kończy Cielebiaś treściwym ujęciem zjawisk bałtyckich. Mowa o uprowadzeniach. Równie częstych jak w innych ziemskich akwenach, ale w Polsce jakby mniej „popularnych”. Co więcej, bardziej zagospodarowanych przez folklorystyczne, okutane opończami sylwetki niż przez typowych dla scenariuszy światowych Zetów lub stwory z obfitego bestiariusza dozorców.

Wisienką na torcie są bardzo częste w pewnym okresie i zbijające z tropu nie tylko polskich badaczy obserwacje lewitujących humanoidów, najwyraźniej doskonale radzących sobie bez statków. A także doświadczenia związane z UFO-fenomenem odbywające się w stanach zmienionej świadomości. W tym popularne w obecnej Epoce kontakty łącznościowe oraz wspomnienia kamuflażowe i jeszcze dziwniejsze zjawiska.

Wśród tego – kompletnego w zasadzie przeglądu kluczowych przypadków polskiej UFO-historii – i tych bardziej znanych z licznych polskich publikacji lat 90-tych, i tych obecnych wcześniej tylko na stronach internetowych – aż bije w oczy brak Wylatowa. Można tylko spekulować, czemu Autor postanowił kompletnie pominąć ten rozdział. Rozdział mogący być oceniany bardzo różnie, ale jednak decydujący dla polskiego odbioru zjawisk związanych z UFO na początku XXI wieku. Nasuwają się przypuszczenia – nieco podobnie jak w przypadku publikacji Damiana Treli – o niechęci do koniecznego otarcia się o sprawy personalne związane z wylatowskimi kontrowersjami. Jest to jednak tylko podejrzenie. Niezależnie od przyczyny – brak tematu polskiego epicentrum kręgów zbożowych w publikacji mającej aspiracje syntezy jest po prostu błędem.

GNIAZDA UFO 2.0.

Nie da się nie odnieść wrażenia – i płynie ono nie tylko ze stronic recenzowanej pozycji, ale i z obserwacji sytuacji na obecnym ufologicznym polu wydawniczo-internetowym – że współczesnej polskiej melodii ufoversum ton nadaje w dużej mierze triumwirat: Miazga-Trela-Cielebiaś. Są to poniekąd epigoni czasów Bronisława Rzepeckiego i peletonu rozczarowanych brakiem UFO-przełomu z lat 90-tych i początku naszego wieku, pamiętających zapał i ekscytacje Złotych Czasów Spotkań. Cielebiaś nie szczędzi pochwał swoim dwóm kolegom z obecnej UFO-generacji. Nie bez powodu. Własnym sumptem podtrzymują oni działalność na polu, które w powszechnym odbiorze zdegenerowało się do wyłącznie stereotypów. Starają się nadążać i za nowymi wątkami, i utrzymywać kierunek teorii wyznaczony przez najlepszych teoretyków ufologii, jak np. Jacques Valee, w zasadzie nie zbaczając na manowce.

 

Wydaje się, że jedną z koncepcji wyrosłych z symultanicznej pracy trzech panów jest teoria trzech obszarów na terenie Polski o wzmożonej aktywności paranormalnej, w tym obfitującej w przejawy tradycyjnie wrzucane do worka z napisem „UFO”, ale nie tylko (jak w przypadku np. triady amerykańskich UFO-rancz). W naszej Ojczyźnie miałyby to być Strefy: Glinika, częstochowska i rzeszowska. Zwłaszcza ta pierwsza wydaje się być kopalnią tajemniczych incydentów, omaszczonych rodzimym słowiańsko-katolickim folklorem, osobliwie upodobana przez tajemnicze unoszące się w powietrzu postaci, szczelnie okutane opończami, rodem z bajań i zabobonów. Ich pojawianie się wzbudzało niejednokrotnie u doświadczanych zrozumiałe obawy o charakterze religijnym. Najlepszym ich podsumowaniem jest pytanie zadane przez lokalnego świadka duchopodobnej postaci: „Proszę wybaczyć… ale czy jesteś Jezusem?”. Dodatkowego kolorytu (oraz wiarygodności) dodaje dążenie tamtejszych mieszkańców do zachowania anonimowości podczas zwierzania się z dziwnych doznań. Glinickie panoptikum badał i bada nadal pierwszy z triumwirów – zasłużenie komplementowany w książce i nazywany familiarnie – Arek Miazga.

 

Dwie pozostałe „strefy” wzbudzają wątpliwości, są bowiem po prostu miejscami zamieszkania triumwirów: odpowiednio: Częstochowa – Treli, Rzeszów – Miazgi. Obaj panowie zebrali całe kufry opowieści o paranormalnych przypadkach z własnych podwórek – i za to czapki z głów. Jednak czy miałoby to świadczyć o jakiejś zwiększonej częstotliwości ich występowania akurat tam w stosunku do innych obszarów, czy raczej o „szczęściu” tych dwóch lokalizacji wynikającym ze stałej obecności pasjonatów wykazujących niegasnący entuzjazm do ich tropienia i katalogowania?

 


Kraj wysokiej subiektywności

Próba syntezy Cielebiasia wypada słabo – przede wszystkim ze względu na natłok odautorskich myśli nieuczesanych dotyczących polskiej historii i jej pokrewnych, niezwiązanych z tematem opracowania i odciągających uwagę od sumiennego katalogu rodzimych UFO-wydarzeń. Cielebiasiowa Polska to istotnie kraina dziwności wysokiego stopnia, zupełnie niezależnie od paranormalnych intruzji. To kraj o wykorzenionej przez katolicyzm jakiejś tożsamości, zmodernizowany i umysłowo otwierany przez komunizm po to, by zapaść się ponownie w natowsko-kościelne jarzmo, pod którym „w mediach prędzej pojawią się sensacje o cudach dokonanych przez zmarłego papieża niż UFO”.

 

Nie wdając się w rozważania o przyczynach i celach dewaluacji szeroko pojętego zjawiska, jakim dla Polski jest „wpływ Zachodu” – od nieszczęsnej chrystianizacji, przez hitlerowski podbój, po niemniej szczęsne przystąpienie do NATO, przy jednoczesnej rewaloryzacji wpływu Rosji – książka wydaje się niestety być pretekstem do „sprzedania” czytelnikowi o nikłej lub żadnej wiedzy o naszym kraju jego cielebiasiowej wizji. Zachodnich UFO-entuzjastów może ona w ogóle nie obejść, Polaka dziwi i drażni. W pewnym sensie wpisuje się w klimat naszych czasów, na które Autor tyle się w swym dziele na-narzekał. Czasów, w których narracja góruje nad faktami, wizja nad analizą.

 

Przykładem tej typowej obecnie konfuzji jest informacja z tylnej strony okładki recenzowanej pozycji, iż Piotr Cielebiaś jest autorem książki The True UFOs, mającej w języku polskim podsumowywać cały UFO-fenomen. Podczas gdy w istocie ani wśród wydań polskich, ani wśród obcojęzycznych takiej pozycji próżno szukać. Najwyraźniej czai się ona dotąd jedynie w wyobraźni Autora.

 

Copyright by Jakub Polomski

Leave a Comment

Przewiń do góry