OSTATNIA PODRÓŻ KARLI TURNER, BY OBNAŻYĆ ANIELSKĄ MASKARADĘ

NIECHCIANY PRZYPADEK TEDA RICE’A

Recenzja książki Turner Karla, Rice Turner, Masquaerade of Angels, Kelt Works 1994

OSTATNIA PODRÓŻ KARLI TURNER

 

Czy w kolekcjonowanych w nieskończoność przez badaczy i badaczki przypadkach uprowadzeń nastąpił kiedykolwiek Przełom przez duże P? Czy ktoś „dostał sprawę”, która rozpoczynając śledztwo utartym szlakiem, skręcała nieoczekiwanie w nieznane terytorium, prosto w krainę za ekranem kinowym, na którym wyświetlano pobieranym ten sam film o porwaniu przez „kosmitów”? Czy ktoś kiedyś pchnął sprawę do przodu, niekoniecznie ją rozwiązał?

Jedną ze spraw przełomowych lat 90-tych była niewątpliwie historia „Lindy Cortile” z Nowego Jorku. Miała być inną od innych ze względu na świadomych świadków uprowadzenia kobiety z 12. piętra apartamentowca w środku miasta, nie dość że lewitującej w towarzystwie trzech Szarych, to jeszcze przenikającej przez zamknięte okno.

Łudząca potwierdzeniem, że uprowadzenia odbywają się w naszej codziennej rzeczywistości afera Cortile (która zresztą obrosła kontrowersjami, pod których ciężarem się ostatecznie załamała) przyćmiła przypadek, który – jak większość – nie miał niezależnych świadków, za to zdawał się ujawniać nieco skrywanej pod maskami i teatralnymi gestami prawdziwej natury tajemniczych stworzeń pobierających ludzi pod osłoną nocy. Niepożądany przypadek, gdyż jego bohater był medium, spirytystą na co dzień kontaktującym się z duchami przebywającymi w przestrzeni astralnej. Potrafił uzyskać od nich wiedzę o tajemnicach i przyszłości żyjących, a nawet wpływać na przebieg wypadków, by uzyskać pewne pożądane zmiany w sposób nieróżny od magii i przywodzący na myśl historie o spełnianiu życzeń, pokrętne w przypadku ich niekonkretności. Nic nie dało się jednak poradzić. Ten już oryginalny osobnik na dokładkę padł ofiarą prześladowców z kosmosu, choroby nerwowej, która niemal doprowadziła go do samobójstwa, i scenariuszy wirtualnych, których miał świadków – podobnie jak nowojorski lot Lindy Cortile – trzeźwych i świadomych.

Możliwe, że tak surrealistyczna tragikomedia zostałaby przez pretensjonalnych badaczy o ustalonych ufo-przekonaniach wyrzucona do kosza. Na szczęście (lub stało za tym coś więcej) trafiła na otwarty umysł Karli Turner. Na nieszczęście jej książka o niej jest ostatnią przed jej przedwczesną śmiercią. Pozostawia czytelnika z gorzkim pytaniem, ile jeszcze niestandardowych przeżyć mogłoby zostać ujawnionych, gdyby Karla mogła kontynuować swoje badania, i jakie dziś byłoby spojrzenie na Epokę Uprowadzeń oraz na rozanieloną Epokę Łączności?

Sweet home Alabama

 

Małego Teddy’ego poznajemy w iście sielskiej-anielskiej scenerii – wiejskiej posiadłości w Alabamie, po kątach której snują się jeszcze klimaty Przeminęło z wiatrem, ale na poddaszach już czyhają paranormalne siły. Szkrab ganiający małe zwierzaczki podczas sianokosów doświadcza pierwszych przeżyć obecności świadomości poza ciałem, będąc świadkiem rozmów i zdarzeń, których nie mógł być – co zresztą zostaje mu zakazane przez bogobojnych Południowców jako związane z Diabłem.

Wyczulona na niecodzienne zjawiska jest szczególnie seniorka rodziny, babcia Teda. Z nią zresztą związane jest najważniejsze – nierozpoznane – doświadczenie kilkulatka, gdy dwa dni po nocnym najściu na sypialnie chłopca i babci dziwnych głosów, babcia – dziwnie się wcześniej zachowując – umiera. Śmierć ta nie dość, że zostaje w podświadomości Teddy’ego powiązana z nocną wizytą – określoną przez staruszkę jako odparty atak Diabła – ta na dokładkę chłopiec obarcza się niezrozumiałą winą za nią. Te trwałe uczucia dopiero po ponad 40-tu latach nabiorą dla niego sensu dzięki regresji hipnotycznej.

Kolejnym znaczącym wtrąceniem się nadnaturalnych sił w życie młodego chłopaka jest mieszanie tajemniczych istot w jego sprawach sercowych. Istoty określające się jako anioły niczym amorek przestrzeliwujący serduszko – ukazują we śnie Tedowi rytuał mieszania dwóch dusz w jedną – jego i dziewczyny ze szkoły – Jill. Wywołuje to w chłopcu trwałe zakochanie, wybranka aniołów pozostaje jednak nieporuszona „mieszaniem dusz”.

Dolina Mayi

 

Każdy z nas zna wrażenie, że w jakimś splocie sytuacji jest coś więcej niż przypadek. W życiu Teda prawie nic nie wydaje się być czymś mniej niż kierowanie jego losem. Zaczyna śnić o pięknym kurorcie w górach i voilla!, kurort ten istnieje – to słynny Sun Valley. Staż w nim jest nieosiągalny dla młodzieńca z Alabamy, a jednak się doń dostaje i świetnie mu idzie. Zjawia się w nim Jill – dusza może nie zmieszana z jego, ale na pewno życiowo zagubiona. Wciąga zakochanego w niej romantyka w krótki romans, by – wbrew aniołom – rozdzielić z nim duszę z hukiem i dramą. Nic to jednak, w Słonecznej Dolinie zjawia się inna piękność – tajemnicza i eteryczna Maya, której nikt inny nie zna, ale ona zdaje się znać dobrze Teda. To ona pierwsza wykaże jego mediumiczne umiejętności uzyskiwania informacji z energii osób i przedmiotów. Ona też umożliwi mu pierwszą obserwację UFO nad odległymi górami. Niemniej i Maya, jak wcześniej Jill, zniknie z życia Teda, osamotniając młodzieńca ponownie – całkowicie i bez możliwości żadnego kontaktu – twierdząc, że mieszka wewnątrz gór.

Trudno w dziewczynie odgrywającej jednocześnie rolę romantycznej fascynacji i mędrca-wtajemniczonego z gór nie dostrzec jakiejś tradycji pięknych kosmitek – przewodniczek niektórych Ziemian z XX wieku – rzekomo wtajemniczających ich w arkana (tak jak Maya w wyczuwanie energii). Samo imię wydaje się nieprzypadkowe – kojarząc się z koncepcją rzeczywistości jako magicznej iluzji z wedyjskiej tradycji. Jej bliźniacza towarzyszka nazwana siostrą miała rzekomo na imię Lira, trudno o bardziej znaczące miano dla LSM, nieznanej zresztą jeszcze podówczas ufologom.


Królestwo Duchów

Dorosłe życie Teda to, ujmując skrótowo, ustawiczna przepychanka pomiędzy jego niechęcią do zajmowania się paranormalnymi zagadnieniami z kolejnymi podejrzanymi splotami okoliczności prowadzącymi go do nich. Po kolejnych, wysoce niepokojących go zdarzeniach – jak nocne odwiedziny ducha „murzyńskiej mamki” (znów jak z Przeminęło z wiatrem) czy licznych telekinetycznych incydentach – trafia jako sublokator do domu zmarłej staruszki, z którą wreszcie nawiązuje konkretny kontakt. Otrzymuje bardzo klarowne informacje na temat przyszłości.

Niektóre sytuacje-pułapki wydają się wręcz grubymi nićmi szyte – gdy zapiera się rękami i nogami przed lekcjami spirytyzmu, do których zachęca go krąg znajomych, dowiaduje się, że jego udziału w nich domaga się duch człowieka z przyszłości. Spirytyzm dla tak silnego medium zresztą okazuje się kaszką z mleczkiem i Ted szybko zostaje zatwierdzony przez Narodowe Stowarzyszenie Spirytyzmu i zaczyna rozmawiać z duchowymi przewodnikami. Szybko jednak do grona tradycyjnych duchów – nowych form świadomości zmarłych ludzi – dołączają duchy, wobec których bardziej doświadczeni spirytyści rozkładają ręce – np. ogromny jaszczuroczłowiek Volmo, udzielający Tedowi nocnych nauk przenikania przez ściany.

Teda zaczynają prześladować kontakty z tajemniczym światem, innym spirytystom nieznane. Niemały wstrząs wywołuje w nim noc, z której pamięta wypełnienie swojego pokoju mgłą, a w niej dłoń z różdżką, która spowodowała w jego organizmie elektryczny wstrząs. Doświadcza epizodów automatycznego pisania. Raz jest to relacja o wsparciu Autorki Przeminęło z wiatrem przez duchową istotę z czasów opisanych w książce, a raz opowieść o małym chłopcu z Alabamy doświadczającym „przeniknięcia” do magicznej krainy, w której – wbrew swojemu nią oczarowaniu – nie może pozostać i wraca do codziennego świata, straciwszy jednak wcześniej przygarniętego z niej króliczka.

Te zbijające z tropu aberracje wywołują u Teda załamanie, którego efektem jest próba samobójcza i pobyt w szpitalu psychiatrycznym. Zresztą nadzwyczajny talent Teda znajduje w szpitalu dobroczynne zastosowanie. Jest bowiem w stanie wyczuć ukrywane przez pacjentów źródła ich traum i pomóc im zyskać ulgę i poprawę zdrowia. Tymczasem źródło jego własnej traumy pozostaje ukryte, ale już nie na długo.


Imperium Obcych

Przez całe życie Teda „okoliczności” pchały go nie tylko ku rozwijaniu mediumicznych umiejętności, ale także ku podejmowaniu decyzji zawodowych, m.in. pod wpływem ducha „małego Meksykanina”. Wraca też do niego Maya w formie postaci o tym samym imieniu i charakterystyce do złudzenia podobnej do tej z popularnej powieści. W snach spotyka coraz częściej „ludzi” wygłaszających dziwaczne frazesy w niepokojących pomieszczeniach.

 

Wreszcie przychodzą obcy. Nie wnikają jak metafizyczne duchy przez ściany. Doprowadzają do zniknięcia ścian w mieszkaniach, w których przebywa Ted i raźno doń wkraczają – opis niepodobny żadnemu innemu doświadczeniu. Nie tylko on zostaje pobrany wraz z kilkoma innymi osobami ze swojego sąsiedztwa. Szarzy nachodzą też osoby dotąd przez nich nie niepokojone, a śpiące w tych samych co on przestrzeniach mieszkalnych. Wraz z przyjaciółką jest świadkiem, jak druga przyjaciółka przeżywa spotkanie z humanoidalnymi istotami o kocich oczach, podczas gdy oni obserwują „tylko” jej interakcję z świetlną sferą. Jest to najlepsza relacja implantowania do świadomości człowieka zdarzeń wirtualnych VRS przez moce obcych i podstawa dowodzenia, że są oni nam w stanie wyświetlić w zasadzie wszystko, co chcą i jak chcą.

 

Fascynująca jest relacja z doświadczenia reakcji obcych na obejrzenie przez Teda „Bliskich Spotkań Trzeciego Spotkań” Stevena Spielberga. Jego uwagę zwróciła mała kulka światła, która w filmie często trzymała się większych obiektów latających. W noc po seansie taka właśnie kulka zjawia się w pokoju Teda, on zaś dostaje potężną dawkę skompresowanej wiedzy łącznickiej, m.in. wyjaśniającej, że owa świetlista sonda jest czymś w rodzaju szperacza.

 

Chęć wyjaśnienia dziwności jego obecnej egzystencji, a także przeczuwanie „kosmicznego bagażu” obciążającego jego przeszłość kierują Teda wreszcie w ręce prawdziwie dobrych aniołów – badaczek UFO Karli Turner i Barbary Bartholik, jej koleżanki i wcześniej nauczycielki. Wraz z nią wyruszy w hipnotyczny labirynt swoich wspomnień, by zedrzeć fastrygowane płótno dobroczynnych interwencji aniołkowatych Przybyszów i znaleźć kolejną warstwę – źródło traumy i frustracji zjadającej go od maleńkości, a w efekcie odkryć, że w ogóle może nie być tym, kim myślał, że jest.

 

Kontynuacja podróży wgłąb kosmosu

/świadomości za tydzień

Leave a Comment

Przewiń do góry