Obce zamiary – część II

Recenzja książki Dolan Richard, The Alien Agendas. A Speculative Analysis of Those Visiting Earth, Richard Dolan Press 2020

Część II: Być znaczy chcieć?

Podobni czy inni, chcą czegoś innego czy tego samego? Za: tumblr_ntnryhaW5t1shro9eo1_400.jpg

BYĆ SZARYM – ZNACZY KIM?

Autor przyznaje z rozbrajającą szczerością, że do pudełka opatrzonego plakietką „Szarzy kosmici” wrzucane są istoty bardzo różniące się między sobą niemal wszystkim oprócz tego, że są przeważnie chude, zupełnie bezwłose i bezpłciowe, o nieproporcjonalnie dużej głowie z dominującymi, potężnymi, czarnymi oczami. Ale już ich wzrost bywa bardzo różny – od znacznie mniejszych od typowych „Szaraków” do dryblasów. Kolor ich skóry waha się od niemal białego, po odcienie różu i brązu. Łapki wyposażone są w różne ilości palców, oczyska mają różny rozmiar, kształt i właściwości. Czy wynika to z różnic gatunkowych podobnych rasom ludzkim na Ziemi, modyfikacjom genetycznym, kreowania swojego wyglądu w percepcji pobieranych czy wszystkich powyższych w różnym stopniu? Autor wyznaje, że tego po prostu nie wiemy.

Dolan wypomina Szarym i dużym, i małym brak problemów z nadwagą, co jest prawdopodobnie wynikiem zaniku klasycznego sposobu spożywania. Przypomina, że niektórzy z nich zostali przyłapani na karmieniu się przez skórę. Zwraca też uwagę, że jeśli zajdzie potrzeba, te rachityczne stwory są w stanie przemieścić się z obezwładniającą prędkością, jakby ślizgając się w naszej przestrzeni 3D (patrz: TRINITY). Podczas gdy malcy są istotnie pozbawieni jakichkolwiek cech płciowych, wysocy dzielą się na istoty o emocjonalnych cechach odbieranych jako męskie lub żeńskie, przy czym odmawia im rozmnażania na drodze kopulacji. Aczkolwiek znany jest przypadek pobieranej mającej doświadczenie „tradycyjnych” stosunków płciowych z Szarym, któremu „na okazję” członek wyrastał od, że tak powiem, zera.

Przestrzenią, w której występują Szarzy, są pokłady ich statków – do znudzenia podobne do siebie. Wypełnione białym światłem laboratoria, nierzadko o wewnętrznej przestrzeni większej a nawet dużo większej niż „zmieściłyby” rozmiary obiektu. Ich transport bazuje, jak twierdzą pobierani, na wytwarzaniu bąbla wokół statku i natychmiastowym przesuwaniu czasoprzestrzeni wokół niego. Steruje się myślą. Wielu pobranych było uczonych pilotażu ich statków.

Na koniec – są mistrzami iluzji. Tym podsumowaniem można by podważyć powyższe ustalenia, gdyby nie tworzyły one bardzo spójnego obrazu. I gdyby nie pewna właściwość pobieranych (może intuicyjna) oddzielania tego, co raczej faktyczne, od tego, co sztucznie wykreowane.

Szarzy jako archetypiczni dozorcy porywają ludzi, how simple is that, wydaje się to być celem ich bycia tu. Realizują na okrągło scenariusz uprowadzenia (patrz: link) z wariantami: załatwiają swoje sprawy związane z hybrydyzacyjnym programem lub implantami, manifestują obecność militarnego personelu w roli ważniaków na pokładach etc.

Jednym z opisywanych przypadków jest przeżycie dorosłej doświadczanej, która została w śnie przeniesiona w baśniowe, bezpieczne otoczenie oraz ciało i emocjonalność dziewczynki oczekującej na nadejście i nauki nieznanych istot entuzjastycznie i bez sceptycyzmu jak na św. Mikołaja z prezentami. Zamiast sympatycznego brodacza zjawiła się wysoka, szara istota wywierająca wrażenia wszechogarniającej miłości i mocy. Która jednak swoje prawdziwe zamiary i aktywności ukryła za kotarą niepamięci (ich stały numer), pozostawiając jednak ślady w fizycznym świecie (np. znalezienie po przebudzeniu telefonu, zawsze na noc odkładanego daleko, na jej brzuchu i inne). Jest to kapitalne przypomnienie o tym, jak doświadczenia poszerzonego kosmosu bywają misternie utkane z włókien snów, wspomnień, podświadomości; z domieszką czegoś nieznanego, jednak witanego radośnie, zgodnie z nastawieniem dziecka, ośmieszonego przez dorosłość (przecież Mikołaj nie istnieje), jednak wciąż w nas ukrytego i gotowego do zastosowania.

Według obserwacji doświadczonych w poszerzonym kosmosie różne "rasy" "obcych" wydają się współpracować dość często, zachowując przy tym feudalną hierarchię. Modliszki są na szczycie. Za: httpwww.aliens-everything-you-want-to-know.comDifferentTypesofAlienBeings.html.jpg

KRÓLOWE KOPCÓW?

Ludzie podziwiają stawonogi i boją się ich. Ta grupa zwierząt ziemskich najbardziej w nas, dwunożnych ssakach, wzbudza wrażenie obcych, niezrozumiałych, ale dokładnych i inaczej niż my inteligentnych, pozbawionych wspólnych mianowników łączących nas z nawet bardzo odmiennymi kręgowcami. Czy jest zatem dziwne, że spoza zasięgu naszego poznania przybyły do nas insektoidalne stworzenia z kosmosu – pewnego rodzaju materializacja naszego niepokoju o najbardziej różnej od nas inteligencji, jaką możemy sobie dokładnie wyobrazić? Przybyły i to pod postacią modliszek będących symbolem obcości i brutalności zachowań kompletnie ssakom obcych, paradoksalnie obdarzone naturą łagodną i pełną troski.

Wielkie Modliszki – często występujące w scenariuszach uprowadzeń wśród różnistych Szarych (zawsze jako najwyższa kasta) – w przeciwieństwie do swoich kolegów wyglądają zazwyczaj bardzo podobnie: jak wysokie, ogromnookie owady o dodatkowych stawach w długich przednich kończynach, czasem okutane szatami, czasem nie. Podczas gdy Szarzy wydają się osiągać poziomy mistrzowskie w telepatii, kontroli i VRS, Modliszki przekraczają ich umiejętności wielokrotnie. Często się też materializują i dematerializują w naszej czasoprzestrzeni. A także nawiązują kontakt pełen zbijających z tropu treści, powodując niemałą konfuzję co do celu swojej obecności, wchodzenia w interakcję z ludźmi i udziału w „szarych sprawkach”.

ZANIM SZARZY NAS ZALALI – CZASY EBENÓW

Nieśmiali załoganci krążyli zaaferowani w okolicach swoich staeczków, pierzchając na widok nadchodzących tubylców, nie dość jednak szybko by nie dać się pooglądać. Za: httpse00-marca.uecdn_.esassetsmultimediaimagenes2018042315245063750232.jpg.jpg

Dolan oddaje honor zapomnianym nieco i nieśmiałym załogantom UFO, którzy najczęściej czmychali przed przygodnie napotkanymi ludźmi do swoich transportów w latach 50. i 60., odróżniając ich od Szarych konkretnym wyznacznikiem – a raczej jego brakiem – tych fatalnych czarnych oczu. Nazywa ich za głośnymi w swoim czasie rzekomymi dokumentami rządu USA ebenami (od skrótu EBE: Extraterrestrial Biological Entities) i przyznaje im bogactwo kształtów i form. Ebeni (w przeciwieństwie do typowych Szarych małych i sporych) mieli też nieszczęście się rozbijać i trafiać w pokrętne korytarze ufoversum skrywające sale do przeprowadzania autopsji obcych, a nawet w niewolę. Stąd istnieją ich opisy „z pierwszej ręki” dotyczące ich rzekomej budowy i fizjologii. Szarzy – zdaje się – nigdy nie przekroczyli tej ulotnej granicy między ich światem a ziemską codziennością. Nie rozkwasili się w statku, a relacja o ich zestrzeleniu przez ziemskie wojsko wydaje się VRS – kolejną edukacyjną symulacją, może wzorowaną na nieszczęściach ebenów. Nie zostali też złapani i nie trafili za kratki.

Dlaczego tak? Tłumaczenia mogą być liczne:

1. Ebeni – cała ferajna – byli nowi w naszych warunkach, stąd podatni na błędy i katastrofy.

2. Szarzy, przybywszy później, nauczyli się na błędach poprzedników i zastosowali skuteczniejsze metody intruzji.

3. Ebeni i Szarzy to kompletnie inne pod względem natury istoty: ci pierwsi są bardziej „stąd”, być może są w starym znaczeniu tego terminu „pozaziemscy”, ale generalnie obiema stopami w naszym 3D grajdołku. Szarzy zaś to multiwymiarowe ni-to-duszki, ni-to-zmory ślizgające się na przecięciu snu i jawy, bez potrzeby fizycznego latania statkami.

4. Istoty stojące za „zabawą w kosmitów” dostosowywały się z czasem do zmieniających się potrzeb i oczekiwań widowni/uczestników show, ujednolicając swoje występy do wymaganego „sezonu na Szarych”.

Dolan jednak po raz kolejny przyznaje – po prostu nie wiadomo. Wątpliwości nie ma tylko co do tego, tak jak zwracała uwagę Druffel 20 lat wcześniej (patrz: Ziemianie kontratakują), że czeredzie spod szyldu „ebeni” chodziło chyba o coś innego niż „szarej masie”.

TRZY PRZYPADKI ŚWIATOWEJ SŁAWY: BOAS – HILLOWIE – WALTON

Jaki "gatunek" obcego jest prawdziwy a jaki jest kamuflażem? Czy dziwadła pojawiające się od czasu do czasu na planecie nie wydające sięosobnikami jakiejś większej rasy są unikatami, projekcjami, teatrem absurdu. Czy "diabeł z Jersey" i inne paskudy to "ta sama liga" co liczni i w miarę podobni Szarzy?

Dolan przytacza trzy najbardziej znane przypadki wczesnych uprowadzeń sprzed ich Epoki, które wyznaczyły ich powszechny odbiór społeczny i wyobrażenie na temat ich przebiegu i wykonawców. A stały za nimi w dużej mierze istoty proto-Szare, może bliższe ebenom, współpracujące ściśle z ludźmi-stamtąd.

Pierwszy pobrany, którego przypadek stał się na lata globalną sensacją i ikoną spotkań zmieniających się w pobrania – farmer z Brazylii Antonio Villas Boas został z traktora zaprowadzony do UFO przez niewysokich quasi-astronautów, ukrywających swe twarze za hełmami. Nie sposób zatem orzec czy czarno-, czy wielkookich. Na pokładzie odbył swe osławione stosunki seksualne z pochrząkującą, wyglądającą niemal zupełnie ludzko kobietą, która wskazała po fakcie na swój brzuch i w górę – pantomima sugerująca, że efekt dobrej roboty Ziemianina poleci z nią w gwiazdy. Trop seksualno-reprodukcyjnego celu pobierania został ustanowiony.

Przerwana podróż” małżeństwa Hillów pogłębiła światowe „szaleństwo uprowadzeń”, wzbogacając powszechne wyobrażenie o nich o nowe elementy: badania na pokładzie, telepatyczne kontakty, niezrozumiałe zrazu, lecz mogące być z trudem rozszyfrowane przekazy. Jak rzekoma gwiezdna mapa sektora kosmitów zinterpretowana jako okolice gwiazd Zeta Reticuli, które po latach przylgnęły do Szarych. I tym razem gospodarzami Hillów byli proto-Szarzy – knypki o wielkich patrzałkach, sprawni w wymazywaniu wspomnień.

Travis Walton – drwal, którego zniknięcie w spodku na kilka dni, wypełnione na Ziemi gorączkowymi poszukiwaniami i oskarżeniami, zdecydowanie uprawdopodobniło rzeczywisty wymiar uprowadzeń, to wielowątkowa i zawiła podróż w poszerzony kosmos, na potrzeby gazet i wydań wiadomości znacząco upraszczana i spłycana. I w niej porywaczami są ludzcy-kosmici i niby-Szarzy. Travis jednak nigdy nie wyzbył się przekonania, że jego zabranie na pokład statku i bezprecedensowe kilkudniowe pobranie było wynikiem wypadku i konieczności udzielenia mu pomocy.

DINOZAURY WRACAJĄ (ŻEBY NAS DOPAŚĆ)

Reptilianin - omam szurstwa, czy stwór z poszerzonego kosmosu, który padł ofiarą przyklejonej "gęby" (łuskowatej). Za: tumblr_ntnryhaW5t1shro9eo3_400.jpg

Ludzie podziwiają gady i boją się ich. Spośród wszystkich zwierząt, z którymi dzieliśmy powierzchnię tej delikatnej, pięknej planety zdają się najbardziej utożsamiać jednocześnie nasz zachwyt nad ich jakże odmiennym od ssaczego wyglądem i niepokój wywołany niemniej odmiennym „zimnym” charakterem. Świadczy o tym nieustająca od momentu ich odkrycia dino-mania. Łącząca niesłabnącą fascynację różnorodnością i potęgą wymarłych gadów, które królowały nad Ziemią (podczas gdy nasi przodkowie przemykali w ich cieniu), z ulgą, że już ich nie ma. A jeśli są?

Reptilianie niczym Szarzy zostali zredukowani do „rasowego stereotypu” przez badaczy rysujących ich obraz swoimi ulubionymi kolorami. W przypadku szkicu tych pierwszych były to barwy właściwe najpodlejszym ludzkim cechom, takim jak dominacja, upodlenie i oszustwo. Źródeł dzisiejszego steku bzdur ujawniających jaszczurzą naturę takich person u władzy jak królowa angielska lub Barack Obama należy upatrywać w podobnych mechanizmach, jak te uruchamiające wiarę w Qanon i inne spiskowe konstrukcje „intelektualne”. Nie ulega jednak wątpliwości, że wysokie i muskularne gadzie humanoidy jako jedyne z istot z poszerzonego kosmosu są kojarzone z grozą i zakulisowymi machinacjami. Często występują ramię w ramię z Szarymi lub ludzkim (ziemskim) personelem laboratoriów pobraniowych, realizując wbrew woli nieświadomych uczestników swoje niecne agendy.

Dolanowi daleko jednak do upraszczania obrazu swoich pupili. Przytacza przypadek metafizycznych odwiedzin duchowego Reptilianina, który z właściwą Epoce Łączności metodologią wyłonił się w pokoju doświadczanego i wykonał na nim wysoce-magiczny szereg czynności. Przypomina to doświadczenia z duchem humanoidalnego gada spirytysty Teda Rice’a (patrz: Niechciany przypadek), uwikłanego w kompletny węzeł gordyjski różnorodnych ras i ich przedsięwzięć.

Najwyraźniej są Reptilianie i Reptilianie. Dolan pomysłowo zastanawia się, czy aktywność różnych ras obcych można przyrównać do działań wywiadów różnych krajów, czy np. różnych podgryzających się agencji (jak CIA, NSA, FBI), starających się podglądnąć jedna drugą. Konkurujących, ale jednak podlegających jednej zwierzchności.

INNI WŚRÓD INNYCH

Wspominając o "kosmitach", którzy narozrabiali na naszej planecie najwyraźniej tylko raz nie da się nie przywołać słynnych rozszalałych goblinów z Hopkinsville-Kelly. Jedna noc na Ziemii i jakaż sława.

Wielką zasługą Dolana – kolejną – jest wymienienie na końcu „obcego” bestiariusza kilku bardzo „wpływowych” w ufoversum przypadków spotkań z dziwno-stworami, najczęściej jednostkowymi. Nie przemilcza dziwnych walcowatych kreatur, które przeprowadziły na przerażonych wędkarzach z Pascaguoli scenariusz uprowadzenia, którego nie powstydziliby się Szarzy i inni dozorcy. Nie pomija też osławionego przypadku Hopkinsville-Kelly: całonocnego oblężenia farmy w Kentucky przez dokazujące wielkouche gobliny, bardziej pasujące do wyrojenia się z krainy baśni niż z pojazdu kosmicznego. Mimo że nie poświęca dużej uwagi nieamerykańskiej czeredzie cudaków, wspomina o czerwonookich rozbitkach z brazylijskiej Varginhii i południowoamerykańskiej hordzie futrzastych karzełków siłą starających się zaciągać ludzkich nieszczęśników do swoich wehikułów.

Dziwne pomarszczone i workowate postaci, które wytarabaniły się z UFO raz, jeden raz na Florydzie, również zapewniły sobie wieczne miejsce w UFO-bestiariuszach. Może wrócą?

Na sam koniec porusza temat, przewijający się po marginesach ufologii w zasadzie od jej początku, prawie nigdy jednak nie wkraczający na główne stronice jej annałów – kule światła jako inteligentne, świadome istoty, niemniej godne zainteresowania od humanoidów wszelkiej maści. A może bardziej? Nawet w dziejach polskich rozważań nad UFO-fenomenem wybija się niekontynuowana chyba koncepcja, że kule są być może początkiem i końcem UFO-zjawiska i stoją za wszystkimi jego przejawami, generując mnogość obrazów wynikających z ich celów i dostępu do naszej pamięci, świadomości, fantazji. Są przypadki – jak Teda Rice’a – obserwacji wpływu kuli światła na ludzką percepcję wywołującego doświadczenie kontaktu z humanoidami. Podobnie analiza aktywności na paranormalnych ranczach (patrz: link Stardust, Bradshaw) zdaje się sugerować, że świetlne kule nie są jednym z wielu zjawisk. Mogą – być może – być zjawiskiem, które stoi (unosi się) za wszystkimi innymi.

Potwornie wielki UFOl z Flatwood, w stanie Zachodnia Virginia góruje nad całym stadem przedstawicieli liczniejszych grup obcych. Pojawił się raz i w dodatku jeden. Zrobił wrażenie, bez dwóch zdań.

Za tydzień posumowanie poszukiwań odpowiedzi na pytanie: po co?

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry