NIECHCIANY PRZYPADEK TEDA RICE’A – część III

OSTATNIA PODRÓŻ KARLI TURNER

Recenzja książki Turner Karla, Rice Turner, Masquaerade of Angels, Kelt Works 1994

W pogoni za króliczkiem w Królestwo Boże (nie z tego świata)

Cypyright by Storm Prediction Center

 

Podsumowując, jesteśmy jakiegoś rodzaju placykiem zabaw nieznanych obcych. Niemniej odstręczającym od sprawy Rice’a było mieszanie się jego koszmarnych przeżyć z potworami z kosmosu z wizjami religijnymi. Zresztą książka zawiera opis doświadczenia, gdzie w powierzchownym wspomnieniu spotkaną istotą był Jezus – kamuflaż dla humanoidalnego jaszczura. „Kosmici” z opowieści Rice’a zresztą mają wszystkie cechy, których homo sapiens upatruje w boskim mesjaszu:

* wskrzeszanie zmarłych (iluzyjne),

* przywracanie naszym organizmom młodości (być może organiczne),

* życie wieczne (klonowanie z przenoszeniem dusz),

* wzbudzanie wrażeń uniesienia nieróżnego od religijnego (manipulacja metafizyczna lub biologiczna?),

* generowanie sielskich światów nieróżnych od wyobrażeń pozytywnych zaświatów (VRS),

* zsyłanie do piekieł np. realiów powojennej planety (VRS).

Trudno oprzeć się wrażeniu, że prezentacja takich zalet mogłoby wystarczyć, by ludzie po prostu zaczęli ich czcić i wyznawać. Takie reakcje mogą służyć mimikrze. Ted w jednej ze swych wizji widzi ludzi trzymanych w straszliwym obozie niczym na rzeź przez obcych. Gdy zarzuca jednemu z dozorców, że „nie mogą traktować ludzi jak bydło”, ten odpowiada rozbrajająco: „przecież wy tak traktujecie bydło”.

Istotą kolejnej warstwy niechęci do przypadku Teda Rice’a jest przekonanie wielu pobieranych, że ich dręczyciele w ostatecznym rozrachunku są dla nich dobrzy, pomogą im być może w sytuacji zagrożenia, a przemożenie strachu i traumy ze spotkań z nimi jest bodźcem dla rozwoju – tak emocjonalnego jak i umiejętności pozafizycznych. Według Maskarady taka postawa może być samooszukiwaniem się lub dawaniem się oszukiwać przez fałszywe anioły.

Niemniej to wcale nie koniec problemów opowieści naszego spirytysty. Ostatecznie przecież miał na ich poparcie tyle samo dowodów, co każdy inny pobierany (oprócz Johna Edmondsa, który utrzymywał, że miał poszatkowane zwłoki kosmitów – zapraszam do przeczytania To jeszcze jedno ranczo).

W pogoni za króliczkiem w głąb własnej jaźni

 

Któregoś ranka Ted tuż po wstaniu znalazł na swojej maszynie do pisania zapisane nocą strony, nie pamiętał jednak by je pisał. Fenomen ten nazywany jest automatycznym pisaniem i najczęściej kojarzony jest ze zjawiskami mediumicznymi – duch przez ciało żywej osoby dokonuje przekazu swej myśli na kartki. Ted znalazł opowieść o małym chłopcu – Karlym Kane na polach Alabamy, który znalazł małego króliczka. Podczas powrotu do domu, zawędrował jednak do magicznej krainy, której mieszkańcy przypominali dzieci/nie-dzieci ubrane w jednorakie kubraki, i różne miłe zwierzęta obdarzone świadomością. Karly chciał pozostać w ślicznej krainie z nowymi przyjaciółmi i był rozgoryczony, że mu nie pozwolono. Został następnie wyrzucony do codziennego świata, utracił jednak króliczka-znajdę.

Pewnego innego ranka Ted znalazł tak samo nocny zapis historii autorki słynnej powieści Przeminęło z wiatrem, która pisząc, korzystała z kontaktu z duchem kobiety z czasów akcji dzieła, której przeżycia natchnęły wiele wydarzeń z życia Scarlett O’Hary. Pytanie jest proste: co to wszystko znaczy i co do alabamskich przypadków mają istoty z kosmosu?

 

Odpowiedź na drugie pytanie brzmi: chyba nic. Moce, które Ted Rice umiejscawia w centrum swego całożyciowego doświadczenia, zdają się mieć o wiele więcej źródeł w nieskończoności ludzkiej wyobraźni, jego fantazji, wspomnień, uwarunkowań kulturowych, powieści, które przeczytał, filmów, które widział, niż w ponurej próżni między gwiazdami. Czemu Kurly znajduje i traci króliczka? Czy to skrupulatne odwzorowanie fauny alabamskich pół, czy symbol zwierzęcia, za którym pogoń prowadzi w świat obcego absurdu? Czy kosmici czytali Lewisa Carolla? Czy grzebali Tedowi w głowie w poszukiwaniu odpowiedniego zwierzaczka?

 

By opowieść jeszcze udziwnić, po wielu latach od automatycznej historyjki o Kurlym, Ted przeżywa doświadczenie przeniknięcia do jego mieszkania ludzkiego żołnierza (zlewitował skądś przez strop) z chłopcem dokładnie takim, jakim był mały Teddy/Kurly, kiedy został sklonowany. Żołnierz zapowiedział zwrot Tedowi czegoś, co zabrano i rzeczywiście, Ted znajduje następnie w rogu jednego z pokojów zlęknionego króliczka – stratę Kurlego z opowiadania, lecz zwierzątko jest jak najbardziej prawdziwe. Ted wypuścił je do lasu.

 

Wydaje się, że nie ma końca zawiłym związkom między wzorami literackimi, scenariuszowymi wspólnymi mianownikami, magicznymi stałymi i ufologicznymi archetypami. Czynniki te razem wzięte przypominają baśń.

 

Czym zatem są wspomnienia pobieranego? Jak w labiryncie kolejnych teatralnych scen i sekwencji w ogóle rozdzielić te, które mają wartość rekonstrukcyjną od tych, które są fałszywe? I jak je rozróżnić, gdy Ted widział sferę światła, a jego przyjaciółka dwie istoty w tym samym czasie, w tej samej przestrzeni? Czy babcia Teda rozprawiała z kosmitą o ziołach, czy została przez niego zgwałcona? Jak znaleźć prawdziwą nić Ariadny, jeśli labirynt wydaje się być usłany nićmi prowadzącymi donikąd?

 

W pewnym sensie doświadczenia Teda Rice’a stanowią wyzwanie dla wszystkich ówczesnych i dzisiejszych teorii dotyczących Fenomenu Uprowadzeń. Pokazuje niezwykłą rozciągłość i intensywność zjawiska dla doświadczanego – obce siły nie tylko klonują go na stacji kosmicznej, decydują o jego romantycznym zaangażowaniu, pracy, ba – nie ma wątpliwości, że byłyby w stanie rozsmakować Teda w herbacie i obrzydzić mu kawę. Są czynne od jego narodzin przez całe życie, wpychają się w każdy zakątek, rządząc nim samym, jak i spotkanymi przez niego. Raz jeszcze warto przywołać starogreckie fatum, wobec którego i bogowie byli bezradni. Należy wspomnieć, że inni pobierani nie winili obcych za niemal wszystko, co przydarzało się w ich codziennym życiu. Niemniej niejednokrotnie odczuwali ich rządy w decydujących (ale i czasem błahych) momentach, np. przy wyborze partnerki.

 

Przypadek ten wzbudza również poważne wątpliwości co do jakości wyników regresji hipnotycznej. Jeżeli bowiem Ted uzyskał najpierw anielską warstwę pamięci (którą odrzucił, mając wrażenie, że coś z nią jest nie tak), to skąd wiadomo, czy inni pobierani, święcie przekonani o ostateczności zdarzeń, które z dużym wysiłkiem uzyskali, nie powinni „kopać” głębiej? Aż do piekła. A może badacze nie szukają ukrytych warstw, gdyż inni badacze przekonali ich, że ta warstwa dostarcza elementów kompletujących ich (i tak dziurawe) teorie? Na ile wspomnienia doświadczeń czerpią z bodźców zewnętrznych, a na ile pobierają z fantazji, podświadomości, najgłębszych nieuświadomionych strachów (np. o naturze seksualnej), a potem implodują w fantazmatycznym przeżyciu, o którym jego uczestnik jest przekonany, że „faktycznie” miało miejsce? I na ile na ten tajemniczy zew z zakamarków duszy nałożył się XX-wieczny mit o podróżach kosmicznych? Pytania wynikające z lektury Maskarady wydają się mnożyć bez końca. Odpowiedzi jak zwykle brak.

 

Ostatnia książka

Copyright by Fine Art America

 

Trzeba było niezłomnego ducha Karli Turner, by upublicznić przypadek nękanego przez obcych, przyjaźniącego się ze zmarłymi alabamskiego medium w sklonowanym ciele. Bez niej i bez jej heretyckiego uporu ten przypadek nie byłby niechcianym – byłby nieznanym. Nie byłby kolejną nitką prującą tkany przez różnych artystów wspólny arras usiłujących narzucić innym swój styl ściegu i pomysł na wyobrażenia. Badacze Fenomenu Uprowadzeń często twierdzili, że mają dość dobre pojęcie o tym, co się, do licha, dzieje. Karla nie unika brutalnej szczerości: nie ma pojęcia, co się, do licha, dzieje.

 

Z drugim nadzwyczaj otwartym umysłem – tak jak ona doktora (co nie musi mieć znaczenia, lecz może) Johna Macka łączy ją nieodcinanie pozornie-nie-ufologicznych przeżyć doświadczanych od stricte ufologicznych. Opisują oni fenomeny mające charakter metafizyczny, pozaczasowy, mediumiczny, telekinetyczny czy wreszcie – reinkarnacyjny. Podczas badań hipnotycznych jednego z podopiecznych Macka uzyskano nie tylko warstwowe wspomnienia uprowadzeniowej scenografii, ale i strzępki poprzednich żyć. Jedna z lekcji Jima Sparksa (patrz: Unikalny przypadek Jima Sparksa) ukazywała mu jego samego w realiach minionych epok – odbierał to jako symboliczne uproszczenie wizualne, by rozpoznał swoich przodków. Istnieje jednak bardziej egzotyczne wyjaśnienie: że podziwiał sztafetę ciał, które przeszedł jego nadzorowany przez dozorców duch.

 

Wreszcie dusza Teda ląduje bezceremonialnie w pudełku, a potem w klonie wyhodowanym w try miga. Istotnie dalsze korytarze labiryntu uprowadzeń, w które zerkali już i badacze, i doświadczani pod koniec XX wieku, prowadziły chyba do miejsc najbardziej kojarzących się z mitologią hinduistyczną. I o dziwo Epoka Łącznościowa chyba też tam zawędrowała.

 

Turner różni od Macka jednak ich odbiór. Podczas gdy on generalnie traktował je jako pozytywny bodziec (tak w rozwoju świadomości człowieka, jak i jego postawy), Karla zdecydowanie skłoniła się ku obdarcia Fenomenu Uprowadzeń z anielskiej maskarady. Dzięki przypadkowi Teda Rice’a znalazła za fasadą rozwoju i wsparcia: horror i kontrolę.

 

Czy jednak takie wnioski nie są zbytnim uogólnieniem? Sympatyczna Maya wydawała się z czułością kierować Tedem (kontrolując go jednakże). Jego hodowcy ze stacji kosmicznej mogli nie być tą samą „grupą obcych”, co „przewodniczki z gór”, a nawet Zety z jego dojrzałości (którzy zresztą nie wydają się w ogóle odnosić do produkcji Teda) lub jaszczury-gwałciciele, mordercy jego babci. Może w doświadczeniu Teda człowiek jest obiektem przechodnim – przekazywanym różnym rodzajom stworzeń, które wyzyskują go na sposób właściwy ich substancji i charakterowi.

 

Badania Karli Turner przerwała śmierć, przypadek Teda Rice’a był ostatnim przez nią opisanym. Kilka lat po niej życie straci dr Mack. Ich odejście wyznacza koniec Epoki. Ich bezkompromisowy wgląd w powłokę zjawisk postrzeganych jako technologiczne i laboratoryjne jednak wiedzie ku duchowej i energetycznej Epoce Łączności z jej o „o nieba” mniej traumatycznym charakterem. Czy Inne Byty „przejęły” Ziemian, czy dozorcy „odlecieli”, zakończywszy swoje mroczne sprawki, czy gdyby Karla Turner mogła kontynuować swoją podróż poza obrzeża rzeczywistości, poznalibyśmy choć część odpowiedzi? Jedno jest jasne, Maskarada Aniołów udowadnia, że cokolwiek nie znalazłaby się w poszerzonym kosmosie – jakkolwiek obrzydliwe bądź wzniosłe by nie było, na pewno zrobiłaby wszystko, by jej odkrycia zostały przekazane każdemu ich ciekawemu. Wiedza bowiem to moc, której nie można zlekceważyć w żadnym wymiarze.

Leave a Comment

Przewiń do góry